fbpx
0

O mnie

Od zawsze uwielbiałam tworzyć. Różnorakie kształty myśli i słów, często przekształcały się w piosenkę, wiersz lub historię, którą czasem przelewałam na papier. Całym sercem marzyłam o tym by śpiewać, pisać, projektować…

Śniłam również o podróżach, kulinarnych wyprawach po spieczonej słońcem Toskanii…jednak zawsze było coś, co odciągało mnie od tych marzeń. Zawsze było coś, co kazało mi skręcić w uliczkę prowadzącą w przeciwnym kierunku, tym samym skutecznie odwlekając robienie tych wspaniałych rzeczy.

I tak dzień za dniem, miesiąc za miesiącem moja dusza cierpiała, dając mi czasem znać, co ja niestety lekceważyłam. Był to czas, w którym uzyskałam już delikatną stabilizację finansową i myśląc, że złapałam pana boga za nogi, odtrącałam raz po raz moje pukające wewnętrzne potrzeby.

Czasem, szczególnie nocą, czułam jak coś mówi do mnie: zrób to, odważ się…Jak nie teraz, to kiedy?

Ale kto by tego słuchał – w tym czasie prowadziłam dwa sklepy, zatrudniałam kilku pracowników, wyceniałam, liczyłam, sprawdzałam, później rozpoczynałam kolejne działalności, dochodziły kolejne obowiązki, więc tłumiłam w sobie ten cichy głosik tłumacząc sobie, że kiedyś, jak już osiągnę to i tamto, to może wtedy spełnię swoje marzenia….

Czasem bywało tak, że byłam już tak zmęczona, że naprawdę chciałam to wszystko rzucić, ale strach przed tym ( mimo tego, że z natury jestem buntowniczką), że miałabym zamienić w miarę dobrze prosperujący biznes na coś tak abstrakcyjnego (według ludzi wokół) jak śpiewanie albo pisanie sprawiał, że oblewały mnie zimne poty i wracając potulnie do swojej roli uciszałam wewnętrzne pragnienia. Jednak tak jak nie oszukasz głodu ciała, tak też nie oszukasz głodu duszy.

Zbuntowała się.

Moja dusza zbuntowała się, a wraz z nią moje ciało, które jak się później dowiedziałam jest jej fizyczną formą. Zresztą ciało też traktowałam po macoszemu – brak świeżego powietrza, ruchu, śmieciowe jedzenie, nerwy, brak snu, praca ponad siły – to wszystko przełożyło się na złe samopoczucie, które na początku również bagatelizowałam.

I przyszedł ten dzień.

Pamiętam jak dziś. Był początek nowego roku – rano wstałam z łóżka, po czym świat zawirował, zrobiło mi się czarno przed oczami i upadłam na podłogę.

Nie będę wchodzić w szczegóły, nie lubię wracać do tego wydarzenia, ale kilka lat dochodziłam do siebie. Odcięło mnie od wszystkiego – nie mogłam prowadzić sklepów, zarabiać pieniędzy i normalnie funkcjonować.

Musiałam całkowicie przeorganizować swoje życie. Odebrać lekcję, która na zawsze zmieniła moje podejście do wszystkiego.

Zapewne już domyślasz się jaki był koniec tej historii? Tak, straciłam wszystko. Najpierw oszczędności, później sklepy, biżuterię i wszystko to, co znajdowało się w domu. Na koniec bank zabrał nam samochód i zajął konto bankowe z resztką pieniędzy. Byliśmy na dnie. Wszystko runęło jak domek z kart. Zero dochodu. Zero pieniędzy, zero perspektyw.

Tylko cud mógł nas wtedy uratować

I uratował. Przy pierwszej lepszej okazji spakowaliśmy torby i praktycznie “w ciemno” wyjechaliśmy do Anglii ( możesz przeczytać całą naszą historię w książce  Pod niebem Brytanii, którą napisałam. Link TU).

Od tego czasu minęło kilka lat. Bywało różnie. W tym kalejdoskopie wydarzeń, łez, myśli, uczuć wstąpiłam na nową drogę. Na nowo nawiązałam połączenie ze swoją duszą.

Zaczęłam również wsłuchiwać się w potrzeby mojego ciała i umysłu. Odbyłam mnóstwo szkoleń, przeczytałam dziesiątki książek o samodoskonaleniu, przemianie, uzdrowieniu.

Już myślałam, że wszystko jest w porządku. Odzyskałam przecież równowagę i spokój, jednak po pewnym czasie znów poczułam, że moja dusza na tym pierwotnym, najgłębszym poziomie nie jest do końca zaspokojona.Czułam, że nie żyję w pełni. Co dzień zadawałam sobie pytania – jak pójść dalej? Jak rozwinąć to, co jest we mnie? Jak pokazać światu to, co myślę, czuję…?

Jak sobie na to pozwolić? Jak poczuć wolność robienia tego, na czym najbardziej mi zależy?

Wciąż coś mnie podkopywało, zniechęcało, odbierało siłę do działania. W pewnych dziedzinach życia szło jak z płatka, jednak w tych, które dotyczyły realizacji moich najgłębszych pragnień, nadal coś mnie skutecznie blokowało.

I wtedy, a dokładnie na początku lipca 2017 roku, spotkałam na swojej drodze człowieka, starego mędrca, który podczas wspólnego wieczoru przy ognisku wiele mi uświadomił (opiszę Wam kiedyś tę historię), a kilka dni po tym spotkaniu ni stąd ni zowąd spłynęła na mnie pewna myśl. Myśl, która jak fala przelała się przeze mnie nim zdążyłam ją świadomie odrzucić, a następnie zawładnęła moim ciałem, umysłem i duszą.

W jednej sekundzie poczułam jakby zapadnia zaskoczyła, drzwi otworzyły się i moim oczom ukazało się nieograniczone pole możliwości…

Ta mała iskierka wyskoczyła jak królik z kapelusza i tak przeorganizowała moje myślenie, że od tamtego czasu większość moich działań skupia się wokół tej jednej, jedynej idei.

Level up

W owej chwili dotarło do mnie, iż aby pójść dalej, muszę opuścić starą, narzuconą mi z zewnątrz tożsamości, porzucić ją jak stare buty, po prostu się od niej uwolnić i stać się sobą na nowo. Prawdziwą sobą. Zrozumiałam, że to kim jestem, jest definicją, sumą poglądów i przekonań ludzi, którzy mieli na mnie wpływ. Ich granice w niekontrolowany sposób stały się moimi granicami, ich lęki moimi lękami, przez co nie mogę pójść dalej.

Spłynęło na mnie przeświadczenie, że aby sięgnąć wyżej, poszerzyć się, muszę puścić to, co mi nie służy. Zerwać łańcuch i jako nieograniczona istota rozpocząć działanie.

Poczułam silny, rozpierający bunt, który w jednym momencie przerodził się w błogie uczucie wolności…

Dość! Od teraz chcę być sobą!

Koniec ze szkodliwymi przyzwyczajeniami, przekonaniami i teoriami. Koniec z blokowaniem się, przekładaniem na później, z wymówkami i utożsamianiem się z tą osobą, którą byłam kiedyś. KONIEC!

Poczułam, że to początek nowej drogi.

Przez kolejne dni zgłębiałam tę myśli, a wszystko wokół podsuwało mi nowe dowody na to, że idę w dobrym kierunku.

Po kilku (kilkunastu?) nieprzespanych nocach, postanowiłam sobie, że rozpocznę realizację tych wszystkich pragnień o których wiele lat marzyłam. Wejdę na drogę pełnej wolności. Sprawdzę, jak to jest działać bez ograniczeń – wszelkie pomysły realizować inaczej niż dotychczas, bez zwlekania, bez podkopywania i zniechęcania.

Postanowiłam, że zrobię co trzeba. Będę się dużo uczyć, motywować, wstawać wcześnie i robić to, co w danym momencie jest do zrobienia.

Podejmując tę decyzję, zdawałam sobie sprawę, że będzie wymagało to ode mnie ogromnego nakładu energii. Za tę wolność muszę przecież zapłacić odpowiednią cenę. Skupienie, dyscyplina, z którą zawsze było mi nie po drodze i praca – jednak jest ona i tak stosunkowo niska w porównaniu z wartością, jaką mogę otrzymać.

Wiedziałam, że aby rozpocząć, najpierw trzeba wyznaczyć cel, zrobić plan i rozpocząć mocne, zdeterminowane działanie.

I właśnie zaczęłam:)

Pierwszym z moich celów jest właśnie ten blog, o którym myślałam od kilku dobrych lat, jednak nigdy nie podjęłam zdecydowanych kroków w tym kierunku. Aż do teraz.

I oto jest!

Marzę, by stał się on miejscem, w którym będę mogła odrodzić się jako “nowa ja” poprzez muzykę, poezję, smaki i historie, które zabiorą Cię w zakątki mojej duszy…

Marzę, by stał się miejscem, które będzie inspirować, motywować, dawać siłę do przemiany i pójścia za marzeniami, dawać wiarę w to, że bez względu na okoliczności wszystko jest możliwe!

 

ZOSTAŃMY W KONTAKCIE

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl