fbpx
0
Kuchnia Lifestyle

Batat zamiast chleba, czyli wiosenne porządki

Kwiecień 21, 2018

Batat zamiast chleba, czyli wiosenne porządki

No i stało się. Przyszła wiosna, a wraz z nią chęć przeorganizowania życia. Niestety, tak już ze mną jest, że nie potrafię tkwić w jednym porządku, uwielbiam przekształcać, zmieniać, dodawać i odejmować, dlatego przy każdej nadarzającej się okazji wykorzystuję tę skłonność. Taka już moja natura. Taką lubię siebie najbardziej. Nigdy nie wiem co danego dnia przyjdzie mi do głowy, co nowego narodzi się w mojej przestrzeni, lub co będzie chciało się przeze mnie objawić. Tyczy się to najprzeróżniejszych dziedzin życia, od tych prozaicznych jak przemeblowanie pokoju czy zmiana koloru garderoby, poprzez zmianę żywienia, napisanie wiersza, tekstu piosenki, a na życiowych celach skończywszy. Choć akurat cele w tym roku póki co zostają te same, jednak chciałabym dotrzeć do nich z lepszym samopoczuciem, w mocniejszym ciele, bardziej skoncentrowana i czysta wewnętrznie.
I właśnie początek wiosny stał się dla mnie motywacją do tego, aby wejść na ścieżkę Flow. No dobra. Na pewno nie stanę się FIT, gdyż nie to jest moim celem. Postaram się jednak wzmocnić swoje ciało, umysł i duszę na tyle, by poczuć, że robię co w mojej mocy dla własnego zdrowia i dobrego samopoczucia.
Od razu zaznaczam, że nie zobaczycie mnie na siłowni ze strużką potu spływającą po plecach, nie będzie zdjęć i podpisów na Instagramie w stylu: “dzisiaj robię nogi” czy “ramionka zrobione”. Nie.
Zamierzam rozstać się z nadprogramowymi kilogramami, słabością ciała i pozimowym lenistwem, poprzez zdrowe odżywianie, medytację, wizualizację, afirmacje i ruch wśród lasów zielonych, śpiewu ptaków i zapachu rześkiego poranka.
Z siłownią nigdy nie było mi po drodze – duszący zapach potu, brak powietrza i nienaturalny wysiłek nie kręcą mnie. Już dawno odkryłam, że dla mnie najwspanialszym rodzajem ruchu jest szybki chód lub trucht. Zresztą nie tylko ja tak uważam, gdyż czytałam niedawno artykuł, w którym Narodowy Instytut Zdrowia w USA potwierdził, że w porównaniu z siłownią, ruch na świeżym powietrzu lepiej wpływa na cały organizm oraz zwiększa wytrzymałość. Uwielbiam ten rodzaj aktywności, gdyż czuję, że wtedy całe moje ciało pracuje równomiernie, serce i mózg są dotlenione, a endorfiny przepełniają mnie od stóp do głów dzięki czemu czuję wszechogarniającą radość!
Mało tego, po drodze napotykam ludzi, którzy pewnie czują to co ja, gdyż już z daleka uśmiechają się i machają do mnie na powitanie!
Trening na powietrzu to wspaniała sprawa tym bardziej, że mogę podczas krótkich przerw chłonąć spokój przyrody i trenować uważność, a jeśli dołączyć do tego krótkie afirmacje w stylu: “każdego dnia pod każdym względem czuję się coraz lepiej” albo miłość, dobro, zdrowie płynie do mnie z każdej strony”, trening uważam za kompletny.
Wiem, obrońcy siłowni myślą teraz pewnie, że opowiadam głupoty, że siłownia jest cool, że różnorodność sprzętów, i niezależność od pogody, i że można z ludźmi wymienić poglądy…Tak, pewnie dla wielu jest niezastąpiona, szczególnie zimą, jednak ja mimo wszystko namawiam, aby spróbować zrobić trening naturalny, na łonie natury. Trening, który nie nadwyręża stawów, mięśni i kręgosłupa.
Wracając jednak do tematu, postanowiłam więc, że niezależnie od pogody wyskoczę codziennie na zieloną dróżkę, a po powrocie odżywię się zielonym, baaardzo zielonym eliksirem długowieczności (czyt. zielonym koktajlem) i właśnie rozglądam się za dobrą wyciskarką do soków.
Tak więc codzienny ruch, koniecznie na świeżym powietrzu, ogromna szklanka (lub dwie) świeżego soku (mój P. jest mistrzem w robieniu soków i to on dopracował składniki) i zdrowiutkie, czyste jedzenie. Ale jakie to “zdrowe” i “czyste”?
Od kilku już lat testuję na sobie sobie różne diety: wykluczam, dodaję, mieszam, i dopiero teraz, po tych kilku latach mogę powiedzieć, że już coś mi “świta”. Już zaczynam rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
Opiszę ten temat w kolejnym poście, jednak dziś zdradzę mój nowy zwyczaj. Otóż w moim jadłospisie od zawsze królował chleb. Zwykły, pszenny chleb. Gdy naczytałam się wielu strasznych informacji o pszenicy, zwykły pszenny chleb zamieniłam na chleb żytni, co po kilku tygodniach wpłynęło pozytywnie na moje samopoczucie i obniżyło moją wagę, jednak po kolejnych nowinkach, tym razem o glutenie, który niestety znajduje się w każdym pieczywie i sieje spustoszenie, jest silnie alergizujący i odpowiada za wiele schorzeń, teraz zastępuję chleb żytni chlebem gryczanym lub liściem sałaty lub… batatem ( tak, batatem!), za co mój organizm bardzo mi dziękuje.
Polewam więc gryczaną kromkę lub liść chrupiącej sałaty lub plaster upieczonego batata delikatnie olejem lnianym, a następnie układam swoje ulubione dodatki. To bardzo proste, a smak jest naprawdę cudowny i co najważniejsze nie spożywam ani grama glutenu!

Oprócz ruchu i świadomego odżywiana, zamierzam też bardziej poszerzać wiedzę na tematy, które mnie interesują, uczyć się nowych rzeczy, zamiast narzekać, że czegoś nie potrafię, odkrywać nowe lądy myślowe, a także powrócić do codziennej, cudownej mocy medytacji, wizualizacji i mantr. Na podstawie warsztatów rozwoju w których uczestniczyłam, między innymi u mistrza z Klasztoru Shaolin czy podczas Time Line Therapy, opracowałam nawet taki swój własny program służący powrotowi na ścieżkę szczęścia i spokoju umysłu i teraz, po wypróbowaniu tych sposobów na sobie, czuję, że to na prawdę działa.
Jednocześnie, a może i przede wszystkim, zamierzam robić więcej tego, co kocham robić. Tak więc możecie się spodziewać większej ilości wierszy, opowiadań, muzyki, podróży i zdjęć…

    Odpowiedz