fbpx
0
Lifestyle

Nowy projekt, zaraz wracam

Wrzesień 29, 2017

Wybaczcie, jeśli przez najbliższe kilka tygodni będzie mnie tu mniej – właśnie zaczęłam pisać książkę o życiu na emigracji w Wielkiej Brytanii. Czuję, że aby pójść dalej, muszę uwolnić się od emocji z tym związanych. Czuję, że w końcu przyszedł czas przelewania na papier tego co myślę, i dzielenia się tym z Wami.

Moja “wena” odwiedziła mnie niespodziewanie, w środku nocy i pierwszym zdaniem
roznieciła to, co przez lata tliło się ostatkiem sił. Pewnie to za sprawą tej białej szałwii,
którą ostatnio rozpaliłam, a może medytacji? może intencji? decyzji?
porzucenia tożsamości? Nie wiem. Zasnęłam. Rano, jeszcze przed śniadaniem,
w zgiełku przeprowadzkowej zawieruchy, znów popukała mnie po ramieniu,
podrzuciła nowe słowa, które układając się
w zgrabną mozaikę, utworzyły nowy pomysł, rozpalając przy tym ogromny
ogień tworzenia.
Palący jak żar, silny, mocny i niezwyciężony. Dokładnie taki, na jaki czekałam.
Dokładnie taki, jaki dawno temu opuścił mnie bez pożegnania.
Już wtedy wiedziałam, że od teraz nie będzie obiadu z dwóch dań,
deserów jaglanych i crumble z jabłkami…
I pachnących ziołami, rumianych bułeczek i parapetowych roślinek – nie będzie.
I sprzątania i prania ( tego akurat nie będę żałowała).
I długich spacerów. I rozmów. Nie będzie. Przynajmniej przez chwil parę,
gdyż teraz, w cudownym przypływie, zatapiam się cała w pisaniu…
Teraz nawet muzyka ustawia się do mnie w kolejce, a ptaki zaglądając ukradkiem
przez szybę sprawdzają czy żyję…
I znów najjaśniejsza pełnia… I znów pisanie i gwiazd konstelacje, i
znów rano stanę pośrodku dylematu czy wpierw jedzenie, czy pisanie?
Oddychanie czy pisanie? Mycie czy pisanie?
I znów bezsenne noce i bazgroły w półśnie skrobane, które rano, na jeszcze ciepłej kartce,
okażą się łączyć w jedną, sensowną całość.
Wieczorne rozmyślania i poranna kanapka w biegu między jednym a drugim akapitem,
lawendowa herbata w południe w byle jakim kubku, na kolanie, na podłodze,
w dłoniach…i cisza…
I wykreślanie, i pisanie. I nów. I mapa marzeń w głowie. I znów pisanie.
I tak do końca. Do samego końca. Do pierwszego dotyku, do pierwszego zapachu,
do pierwszego wzięcia w ramiona…
Teraz mnie nie ma. Zaraz wracam.

    Odpowiedz